C36148084_16

Range Rover w leasing

Dzisiaj prezentujemy samochód, który sprawdzi się w każdym możliwym terenie i warunkach atmosferycznych. Range Rover Vogue 4.4 TDV8 313KM z 2011, którego oferuje salon CARS4YOU.PL kosztuje 245 000 zł. Możemy go wziąć w leasing operacyjny nawet na 6 lat, dzięki czemu przy opłacie wstępnej wynoszącej zaledwie 10% wartości, rata leasingowa będzie wynosić około 3900 zł brutto, z czego od każdej raty odliczymy 636 zł podatku dochodowego oraz 365 zł VAT’u.

Kalkulacja (opłata wstępna 10%, okres leasingu: 6 lat)

Kalkulator leasingowy

link do oferty

 

Jakiś czas temu serwis Autogaleria.pl opublikował test podobnego modelu auta. Zamieszczamy go poniżej.

Zapomnij o ważących tony opasłych SUV-ach, które gdy tylko zjadą z autostrady na byle łączkę, okazują się bezradne jak dwulatek podczas szachowego pojedynku z Garri Kasparowem. Te luksusowo wyposażone pojazdy z napędem na cztery koła, wielkimi felgami i kilkusetkonnymi silnikami pod maską, mają jedną wspólną cechę – brak im charakteru, historii i obycia w towarzystwie.

Pomijając takie legendy jak Mercedes klasy G, Defender czy Wrangler, dzisiejsze SUV-y to auta lepiej lub gorzej udające luksusową limuzynę i całkiem kiepsko prawdziwe auto terenowe. Range Rover od dawna niczego nie udaje. Dokładnie od 1970 roku, kiedy przyszedł na świat jako VELAR, co oznacza „Vee Eight Land Rover”, czyli Land Rovera z silnikiem V8. I choć ów silnik Rover przejął od amerykańskiego Buicka, nie przeszkodziło mu to wcale stać się brytyjskim arystokratą. Dziś, po prawie 40 latach, pierwszego Range’a nazwalibyśmy trzydrzwiowym SUV-em.

Od początku stawiano na wytrzymałość, uniwersalność i ponadprzeciętną przydatność w terenie. Stosunkowo lekkie nadwozie zbudowano na mocnej ramie. Do 1981 roku Range Rover oferowany był jedynie z jedną parą drzwi. Pozostaje jedynym samochodem, który kiedykolwiek został pokazany w paryskim Luwrze jako dzieło sztuki!

Zawsze podziwiałem to auto za styl i sposób w jaki komunikował się ze światem zewnętrznym. Kanciastą formę modelu Classic kochają chyba wszyscy. Garstka czuje to samo do P38a, czyli modelu drugiej generacji. Obecna to gruntowne rozwinięcie pierwszego Range’a XXI wieku, który pojawił się na rynku w 2002 roku z samonośnym nadwoziem pozbawionym ramy oraz niezależnym, regulowanym pneumatycznie zawieszeniem wszystkich kół.

Podoba mi się większy grill czy dzienne światła diodowe o dość dziwacznym kształcie i raczej przychylam się do tych, którzy uważają że Range Rover 2010 zyskał na prezencji po ostatnich zmianach kosmetycznych. Jego „kanciastość” nic nie stracił z majestatu i uroku dyskretnej elegancji, choć prawdę powiedziawszy nie wygląda skromnie i nawet czarny kolor nie maskuje jego monstrualnych rozmiarów nie kojarzących się bynajmniej z ubóstwem.

Pierwszy Range Rover był w środku bardziej surowy w formie niż plastikowa linijka. Przez lata z wieśniaka w ubrudzonych błockiem kaloszach stawał się gentlemanem chodzącym w robionych na miarę garniturach i butach. Dziś żadne z aut tego segmentu nie kojarzy się bardziej z luksusem niż Range. Jasne że Touareg Individual, G klasa z wyposażeniem Designio czy Cayenne od Techart też mogą ociekać przepychem, ale kabina brytyjskiego auta jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju.

Długo szukałem jakiś wad lub niedoróbek, ale szybko skapitulowałem. Nawet prowadnice siedzeń zostały skrzętnie zasłonięte, podobnie jak inne plastikowe powierzchnie, które precyzyjnie obito materiałem lub skórą.

Land Rover zadbał również o to, żebyście siedząc w klubowych fotelach z wszechstronną regulacją, wentylacją i ogrzewaniem nie zapomnieli, który mamy rok. Tradycyjny zestaw wskaźników zastąpił 12-calowy ekran TFT na którym wyświetlane są informacje o aktualnej prędkości auta i obrotach wału korbowego. Chwilami mało płynna praca wskazówki obrotomierza nie jest może irytująca, ale na pewno nie ujdzie to waszej uwadze podczas jazdy.

Najfajniejsze są jednak wyjątkowo czytelne animacje komputera pokładowego, który krótko mówiąc, ma wgraną niemal całą instrukcję obsługi auta. Wyświetlaną jednakże tylko na postoju. Nowy jest także dotykowy ekran nawigacji z mapą Polski i kilkoma udogodnieniami w menu komputera pokładowego, jak choćby bardziej rozbudowanym graficznie trybem „4×4 info” dokładnie pokazującym pracę układu napędowego. Dzięki technologii Dual Viev po raz pierwszy pasażer może np. oglądać film, podczas gdy kierowca na ekranie widział będzie wskazania nawigacji. To działa!

Pod maską ulubionego auta posiadaczy ziemskich też zaszły zmiany. Najmocniejsza wersja ma pięciolitrowe V8 z doładowaniem i więcej niż pół tysiąca koni! Ja wybrałem bardziej „ekologicznego” diesla V8. Też z doładowaniem i to podwójnym. Zamiast pięciu silnik ma „tylko” 3,6 litra pojemności i osiąga „zaledwie” 272 KM. Ma za to wyższy od niego o całe 5 niutonów maksymalny moment obrotowy, wynoszący 630 Nm, a w modelu Sport nawet 640 Nm, nawiasem mówiąc, nie wiedząc czemu. Jeśli Touareg V10 brzmi jak szarżujący Me-109, ścieżkę dźwiękową Range Rovera można porównać do eskadry Lancasterów łojących tyłki nazistom. To jeden z najlepiej brzmiących ośmiocylindrowych diesli na rynku.

Dane techniczne wyglądają obiecująco nie tylko na papierze. W praktyce nie ma sytuacji na drodze, żeby ważącemu 2,5 tony mastodontowi zabrakło „pary”. Czy jedziemy z prędkością dopuszczoną w mieście, czy trzy razy wyższą, nabieranie prędkości przychodzi mu taką łatwością, jak Vincentowi Cassel zaciągnięcie Moniki Belluci do łóżka. Może nie jest to tak aż tak widowiskowe, ale robi wrażenie, nawet po 40. z kolei kickdownie.

Automatycznej skrzyni biegów Range Rovera też trudno cokolwiek zarzucić. Za to przełożenie układu kierowniczego wymaga korekt, jeśli mielibyśmy poważnie traktować możliwości wersji 510-konnej.

Szczerze mówiąc, trudno znaleźć również bardziej komfortowe auto od Range Rovera. Seryjna pneumatyka skutecznie „naprawia” polskie drogi. Szyby z powłoką antyakustyczną izolują nas od szarej, jesiennej rzeczywistości za oknem. Aby się przekonać jak bardzo, wystarczy uchylić szybę podczas jazdy w mieście, kiedy wyraźnie słychać w jaki typ silnika wyposażono auto. Nie jest to wskazane, podobnie jak obserwowanie chwilowego, bądź średniego zużycia paliwa, które przecież i tak kiedyś musi się skończyć. Aż trudno uwierzyć jak szybko, mając na uwadze 104 litry, jakie mieszczą się do baku. Przyjmijmy, że pali 16 litrów i przejdźmy do tego, co robi najlepiej, czyli jazdy poza asfaltem.

Szczegóły pozostawię znakomitym redaktorom AG, którzy zapewne niebawem podzielą się z wami swoimi wrażeniami i wiedzą. Powiem krótko. To, co czyni wszystkie Land Rovery autami wyjątkowymi jest sposób w jaki cudownie odżywają po wjeździe w teren. Nie inaczej jest w przypadku flagowego okrętu marki.

Pokonanie podmokłej, śliskiej drogi czy podjazd na porośnięte mokrą trawą zbocze, nie wymaga nawet majstrowania przy trybach do jazdy terenowej w systemie Terrain Response. W sezonie 2010 ma on ulepszony program do jazdy po skałach redukujący obroty kół, jeśli akurat chciałbyś się przejechać po Stonehenge. W każdym łatwiejszym terenie masz szansę dojechać Range Roverem dalej niż dojść.

Kłopot w tym, że nie każdy chce używać swojego Range’a do czegoś innego niż wożenie dzieci do szkoły. Aż 80 proc. kierowców tego auta nie upala go w terenie, co nie jest wcale takie głupie, biorąc pod uwagę cenę testowanego egzemplarza oscylującą wokół pół miliona złotych.

Ich strata, bo nawet na seryjnych oponach M+S możliwości trakcyjne Range Rovera są doprawdy imponujące. Jest naturalnie opcja wyposażenia auta w stricte terenowe „emteki” i spróbowania swoich sił w bardziej wymagającym terenie, czego nie polecam amatorom.

Nawet inicjały najbardziej wyrafinowanego auta terenowego świata są identyczne z najdoskonalszym autem na ziemi – Rolls Roycem. Czy w tej sytuacji ocena może byc inna niż komplet gwiazdek?

Reasumując, w pewnych kręgach kupno tego auta jest koniecznością. Szkoda, że w tak nielicznych.

Źródło: http://www.autogaleria.pl/migiem-o/range-rover-tdv8-vogue-krol-jest-tylko-jeden/